czwartek, 22 grudnia 2016

DODATEK STAŻOWY

Zarząd NSZZ Pracowników OSM w Radomsku, informuje że na nasz wniosek, w dniu 22 grudnia 2016 roku, podpisano Aneks do Regulaminu Wynagradzania przywracający dodatek stażowy dla pracowników spółdzielni. Dodatek będzie wynosił od 2,5% do 12,5% ( w zależności od ilości lat przepracowanych w spółdzielni)  minimalnego wynagrodzenia obowiązującego w danym roku i naliczany będzie progowo w okresach 5 letnich. Aneks wchodzi w życie z dniem     1 stycznia 2017 roku.

(aktualizacja RP)

środa, 1 maja 2013

ŁAMANIE PRAWA W MAJESTACIE PRAWA

ŁAMANIE PRAWA W MAJESTACIE  PRAWA


Radomsko, 01.05.2013

MAJOWE REMINISCENCJE
CZYLI ŁAMANIE PRAWA W MAJESTACIE PRAWA

Maj nierozerwalnie kojarzy się z obchodami święta pracy, którego czerwone sztandary symbolizują krew robotników przelaną ponad 100 lat temu w walce o ośmiogodzinny dzień pracy.
Dzisiaj nikt nie strzela do robotników, nie musi, dzisiaj załatwia się ich w białych kołnierzykach i rękawiczkach.
Polska chełpi się mianem państwa prawa, ale tajemnicą poliszynela jest, że to prawo jest tylko dla „maluczkich”, „wielcy” tego świata, którzy to prawo tworzą, traktują je instrumentalnie i służy im jedynie do prowadzenia swoich biznesów i maksymalizacji zysków. W Polsce w majestacie prawa to prawo się łamie albo omija.
Na przykład, od 2 lat mamy zamrożoną wysokość odpisu na zakładowy fundusz świadczeń socjalnych mimo że art. 5 ustawy o zakładowym funduszu świadczeń socjalnym nakazuje naliczać go w wysokości 37,5 % średniego wynagrodzenia za rok poprzedni, ale to nie problem dla naszych przedsiębiorczych elit, w nowelizacji ustawy dopisuje się art. 5a który określa, że w roku 2012 wysokość odpisu przyjmuje się na podstawie średniego wynagrodzenia z 2010 roku, w 2013 roku dodaje się art. 5b o podobnej treści, tak więc widzimy, że chyba jedynym ograniczeniem dla rządzących jest ilość liter w polskim alfabecie, bo na pewno nie zwykła uczciwość i przyzwoitość.
Ile rząd i pracodawcy zaoszczędzili tym sposobem na zapomogach dla najbiedniejszych pracowników? Na pewno tyle, żeby wystarczyło na wypłacenie w tym samym czasie wysokich, nieraz milionowych nagród dla polityków i urzędników.
Ale to wszystko mało, dlatego pod pretekstem kryzysu, dla naszego dobra, ratowania miejsc pracy dla pracowników, próbuje się wprowadzić do kodeksu pracy zapisy umożliwiające tzw. elastyczny czas pracy, czyli tak naprawdę zalegalizowanie niewolnictwa XXI wieku, które pozwoli pracodawcy mieć do dyspozycji pracownika na każde „gwizdnięcie”, po 12 godzin dziennie i to bez płacenia nadgodzin.
Prawdziwą twarz pracodawców ukazała odpowiedź Cezarego Kazimierczaka - Prezesa Związku Przedsiębiorców i Pracodawców na wystąpienie Piotra Dudy - Przewodniczącego „Solidarności”, cytuję „Informuję Pana, że przedsiębiorcy mają głęboko w d..., jaką Pan zechce ustanowić płacę minimalną oraz czy zlikwiduje Pan umowy cywilnoprawne, informuję Pana, że damy radę, cokolwiek Pan jeszcze wymyśli. Ograniczymy nasze przedsięwzięcia, ograniczymy zarobki „do ręki” dla pracowników, w ostateczności będziemy zatrudniać na „szaro”
Widzimy wszyscy, że jak na razie „dają radę” zapominają tylko, że na końcu „łańcuch pokarmowego” są oni sami, jeżeli dokonają swoistej ekonomicznej eksterminacji pracowników, to następni w kolejce będą pracodawcy. Takie są prawa przyrody, jeżeli drapieżniki nadmiernie przetrzebią populacje swoich ofiar, to na końcu same zginą z głodu.
Takich przykładów można by przytaczać dziesiątki, w każdej dziedzinie życia, niestety praktyki te i 20 lat tak zwanej „demokratycznej transformacji” spowodowały niepowetowane straty, zabito ducha w społeczeństwie, ludzie stracili wiarę, że mogą cokolwiek zmienić, że cokolwiek od nich zależy, efektem tego jest niskie uzwiązkowienie w zakładach pracy i słabość związków zawodowych.
Nawet w minionym ustroju politycznym, podniesienie przez rząd ceny cukru o 50 groszy, powodowało, że ulice zapełniały się protestującymi robotnikami, dzisiaj nawet podniesienie wieku emerytalnego do 67 roku życia, odbyło się przy nieśmiałych i niezbyt licznych jak na doniosłość zmian, protestach pracowników. Jakie jeszcze musimy znieść upokorzenia, jak daleko mogą posunąć się rządzący aby naród w końcu się obudził?
Widać wyraźnie, że dzisiaj front walki przeniósł się z ulicy na obszar prawa i ekonomi, niestety związki zawodowe w tym „wyścigu zbrojeń” zostają daleko w tyle za pracodawcami, pracodawcy są już w tej dziedzinie w XXI wieku i skrzętnie to wykorzystują zajmując wszystkie strategiczne przyczółki, my niestety tkwimy jeszcze w XX wiecznym polu.
Dlatego priorytetem dla działań związków zawodowych jest uzyskanie instrumentów umożliwiających realne oddziaływanie na tworzone w Polsce prawo, nie na zasadzie pozorowanego dialogu społecznego jak to ma miejsce obecnie. Konieczna jest też szeroka reprezentacja związków zawodowych w organach państwowych gdzie to prawo jest tworzone oraz podnoszenie świadomości prawnej pracowników i społeczeństwa, medialne nagłaśnianie nieprawidłowości i luk prawnych w przepisach oraz akcentowanie, że oprócz litery prawa istnieje jego duch i że w związku z tym nie można ze swego prawa robić użytku niezgodnego z jego przeznaczeniem i zasadami współżycia społecznego.
Paleniem opon na ulicy możemy wygrać bitwę ale nie wojnę, musimy używać broni adekwatnej do tej którą posługuje się przeciwnik. Pomimo tego, że w historię Polski wpisane są romantyczne i bohaterskie szarże z szablami na czołgi, to w tym przypadku konieczny jest daleko idący pragmatyzm i pozytywistyczna praca u podstaw.

Roman Piotrowski
Przewodniczący
Rady OPZZ Powiatu Radomszczańskiego


sobota, 1 maja 2010

ZIELONA WYSPA POŚRÓD OCEANU BIEDY

ZIELONA WYSPA POŚRÓD OCEANU BIEDY

         Rok 2010 Komisja Europejska ustanowiła Europejskim Rokiem Walki z Ubóstwem i Wykluczeniem Społecznym. Wyliczono, że około17 % Europejczyków ma tak małe dochody, iż nie może zaspokoić podstawowych potrzeb życiowych. Niestety Polska ma w tych niechlubnych  statystykach znaczący udział.
         Światowy kryzys bezlitośnie obnażył miałkość i zakłamanie liberalnych ideologii gospodarczych i społecznych, pokazał, iż koncepcja wolnego rynku nie gwarantuje wcale dobrobytu i ładu społecznego.  Widać jak na dłoni, że tylko cwaniactwo i chciwość jest w tym systemie wynagradzana, a obecny porządek nie zapewnia ludziom  nawet podstawowych środków do życia.
Czas więc na rewizję dominującej obecnie ideologii liberalnej i wiary elit w niewidzialną rękę rynku. Po 20 latach transformacji, czas na uświadomienie sobie prawdy, iż żaden system nie rozwiąże z automatu nabrzmiałych problemów społecznych czy gospodarczych, że system to ludzie, którzy go tworzą i tylko od ich uczciwości, poczucia sprawiedliwości i troski o los drugiego człowieka zależy dobrobyt całego społeczeństwa.
         Ekipa Pana Tuska chętnie przedstawia Polskę na mapie Europy jako jedyną zieloną wyspę ze wzrostem gospodarczym 1,7 % PKB, zapomina jednak dodać, że ta wyspa jest jedynie dla około 5% polskiego społeczeństwa – elit gospodarczych i rządowych, czerpiących z tego wzrostu pełną garścią i jest otoczona bezkresnym oceanem biedy - ludzi żyjących w ubóstwie lub ledwie wiążących koniec z końcem.
         Z przeprowadzonych badań wynika, że w Polsce rozwarstwienie dochodowe należy do największych na świecie i jest zdecydowanie wyższe niż w większości krajów Unii Europejskiej.
W naszym kraju menadżerowie zarabiają średnio dziesięć razy więcej niż pracownicy średniego szczebla podczas gdy w takich krajach jak Norwegia, Kanada czy Szwajcaria dochody kadry kierowniczej są jedynie niespełna trzykrotnie wyższe od płacy robotników, mimo to, a może właśnie dzięki temu, wszystkie te państwa znajdują się w czołówce rankingów dotyczących konkurencyjności, wydajności czy rozwoju technologicznego, a stopa bezrobocia utrzymuje się w nich na stosunkowo niskim poziomie. Wynika z tego, wbrew dogmatom neoliberalnych ekspertów, że niskie rozwarstwienie dochodów sprzyja rozwojowi gospodarczemu i gwarantuje wyższy poziom solidarności społecznej.
          Wbrew rozpowszechnionym wśród rodzimych ekspertów stereotypom, polskie elity biznesu mają bardzo wysokie zarobki i ich dochody znacznie przekraczają średnia unijną. W ubiegłym roku, mimo kryzysu, prezesi spółek giełdowych zarobili średnio po dwa miliony złotych rocznie. Dla porównania przytoczę że przeciętny pracownik z pensją 2 tys. zł aby zarobić taką kwotę musiał by pracować 83 lata.
To oznacza, że przy uwzględnieniu siły nabywczej wynagrodzeń, ich zarobki były większe niż w takich krajach jak Holandia, Francja, Stany Zjednoczone czy Japonia i należały do jednych z największych na świecie.
          Jednocześnie 23 mln Polaków uzyskuje dochody na poziomie minimum socjalnego, a w skrajnej nędzy żyje co najmniej 2,5 mln naszych rodaków.
W Polsce wynagrodzenia zwykłych pracowników są haniebnie niskie i nie gwarantują zaspokojenia podstawowych potrzeb rodziny. Polski pracownik tym różni się od ławki w parku, że ławka, w odróżnieniu do pracownika jest w stanie utrzymać 3- osobową rodzinę.
         Ile trzeba mieć tupetu i pogardy dla zwykłych ludzi aby w tej sytuacji twierdzić, że zwiększenie wynagrodzeń pracowniczych o kilkaset złotych, czy płacy minimalnej do poziomu 50 % średniego wynagrodzenia w kraju, jest zbyt kosztowne i groziło by finansową katastrofą.
        Jakimi bezwzględnymi i bezdusznymi trzeba być ludźmi aby w tej sytuacji 50 mld dziurę budżetową łatać kosztem świadczeń socjalnych, emerytalnych, pomocy społecznej, ograniczeniem dostępności do bezpłatnej służby zdrowia, oświaty, programów dożywiania dzieci w szkole, czy ograniczaniem wzrostu płac w budżetówce.
         Współczesna Polska jest wyrodną matką dla swoich dzieci – Polska ma największy wskaźnik głodnych dzieci w Unii Europejskiej.
        Dzisiejsza Polska to również setki tysięcy „biednych pracujących”, którzy
pomimo ciężkiej, uczciwej pracy żyją na granicy minimum biologicznego.
        W Polsce żyją a w zasadzie wegetują, setki tysięcy emerytów, którzy muszą wybierać pomiędzy jedzeniem a lekami, podczas gdy obok, beneficjenci polskich przemian pławią się w luksusach.
         Nie chcemy takiej Polski, chcemy Polski równych szans dla wszystkich, chcemy Polski bez głodnych dzieci, bez biednych emerytów, bez wyzyskiwanych pracowników, Polski bez wykluczenia społecznego milionów obywateli.
         Aby to jednak zmienić ludzie pracy muszą się zjednoczyć, obudzić z letargu zobojętnienia i zniechęcenia, nie możemy dłużej stać z boku i biernie przyglądać się  rozwojowi wypadków, bo milczenie oznacza zgodę na taki stan rzeczy.
Dziś  pracownicy zrzeszeni w związkach zawodowych stanowią tylko 16 % ogółu pracujących w Polsce, w krajach rozwiniętych o ugruntowanej demokracji odsetek ten sięga 80 % , dlatego z tego miejsca apeluje, organizujmy się, wstępujmy do związków zawodowych, bierzmy sprawy w swoje ręce w myśl zasady nic o nas bez nas. Pojedynczo jesteśmy zwykłym kółkiem zębatym, łatwym do wyeliminowania i zastąpienia, razem możemy stworzyć machinę, która będzie w stanie skutecznie walczyć o sprawiedliwszą Polskę, o lepszą przyszłość dla nas i naszych dzieci.
         Tragiczna katastrofa samolotu prezydenckiego pod Smoleńskiem w której zginęła w jednej chwili znaczna część elity państwa,  uświadomiła nam wszystkim,  jak kruche jest ludzkie życie, że tak naprawdę liczy się tylko to co zostanie po nas w umysłach i sercach innych ludzi.  Mam nadzieje, że ich najwyższa ofiara nie będzie nadaremna i spowoduje prawdziwe tsunami na tym oceanie biedy, niesprawiedliwości, obłudy i zakłamania, tsunami w umysłach i sercach ludzi, które może odmienić  oblicze tej ziemi.


                             PRZEWODNICZĄCY  RADY  OPZZ
                            POWIATU RADOMSZCZAŃSKIEGO
                                             Roman Piotrowski